Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 11-01-2014
Suna, koty mają jakiś cudowny, dodatkowy zmysł. Są magiczne.
Jeśli chodzi o moje zdrowie, to jestem świadoma chorób jakie mam i jestem w trakcie "walki" o zdrowie. Nie traktuję jednak nasilenia zachowania Basi jako znaku, że jest coraz gorzej ze mną. Myślę, że ona po prostu mnie naprawdę bardzo pokochała. Ja wspominałam wcześniej, ze ona ma 8 lat ale ja dopiero od jakichś 9 miesięcy z nią mieszkam. Stąd nasze "poznawanie się'
historia z autem też niezła. Chciało Cię stworzenie zagadać, zatrzymać w domu na trochę, może nie miałaś być tam wcześniej?..
U mnie całkiem niedawno zdarzyła się też ciekawa sytuacja, 3 noce pod rząd kotka stawała przed samymi drzwiami wyjściowymi na klatkę schodową, patrzyła na drzwi i miauczała. Dziwne to było, za pierwszym razem uśmiechnęłam się, pomyślałam że wsi jej brakuje i chce uciec z domu(choć ma dostęp do niej bardzo często, jeździmy sobie tam autem, plus w mieszkaniu balkon ogromny i drapaki ,legowisko ..
Drugiej nocy to samo, pomyślałam że może ktoś na klatce stoi.. co zresztą też nie miałoby w tej sytuacji żadnego znaczenia bo wiele razy ktoś stoi a ona nie zwraca uwagi. Trzeciej nocy robiła to samo, jak zahipnotyzowana. Wtedy to już złapałam cykora. Rozmawiałam z Mamą moją, uśmiechnęła się tylko bo od 3 nocy Jej się śni Tata
Koty to medium, stworzenia magiczne, tajemnicze.
Re: uzdrawiająca moc kota? - Suna - 11-01-2014
kurcze Lele ciarki przeszly hehehe
moj kot tez czasami na cos patrzy, a niby nic nie ma, ale on normalnie nawet miauczy i biegnie do tego niewidzialnego, kiedys normalnie usiadl i gadal (miauczal)
ale powiem wam, ze mam krzyz zawieszony z boku mojego kacika wrozbiarskiego (po mojej stronie

) i akurat tak stoi moje krzeslo, prawie pod tym krzyzem, jest tam tez obrazek rodziny sw, medalik sw Benedykta, wszystko to poswiecone woda swiecona, przez naszego polskiego ksiedza
ile razy umieral ktos wazny, Michael Jackson, nasi politycy w katastrofie, kto tam jeszcze (?), no jeszcze takich kilka znanych osob, bylo tego kilka. To moj kot noc wczesniej skakal po tym wlasnie krzyzu, a wiem bo wlasnie na nim zawieszony jest medalik i jak skakal i lapka jakby hmmm zrzucal (?), to tak szuralo po scianie
pozniej przestal, a moze kolejne umierajace osobistosci nie sa dla mnie jakos specjalnie znaczace....
ale dzisiaj to bylo smiesznie, bo ja nie mam drzwi w mieszkaniu, tzn dzielacych pokoje, mam tylko do przedpokoju, i jak otworzylam lufcik w oknie, okazalo sie ze sie tasma ocieplajaca odkleila, i musialam ja poprawic hehe e
dawaj mame na skype i mowie "mama patrz czy kot nie idzie" a tu mama wola "idzie idzie". Mi serce stanelo. Mowie no nie, chodz kot i wzielam go zamknelam w przedpokoju. Oj jaki byl zdziwiony gdy go wpuscilam z powrotem.
hehehe ja go nigdy nie zamykam, hehehe lepsze to niz mialby mi wypasc hehehe ciekawe co takie koty sobie mysla
kiedys czytalam ze kot sni tak samo jak ludzie, tylko ze jego sny sa zwiazane z domem w ktorym mieszka, i dlatego nie wolno kota przesuwac w czasie snu, bo wtedy mu sie sni, ze jego dom sie rusza
czy to prawda nie wiem, ale na wszelki wypadek nie ruszam mojego kociaka jak spi
Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 12-01-2014
..a podsiadają Was Wasze koty?
macie jakieś swoje, najswojsze ulubione miejsce w którym siedzicie, śpicie.. i akurat w tych miejscach złośliwiec podsiada?

moja non stop. Mam ogromne łóżko, ze 2 metry w dwie strony a ona nie położy się nigdzie indziej tylko śpi dokładnie w tym miejscu, gdzie ja uwielbiam. Z miejscem gdzie siadam tyłkiem podobnie, mam ze 3 kanapy do siedzenia a ona mnie podsiada na moim miejscu!
Śmiać mi się chce, że niedługo zacznie używać mojej szczoteczki do zębów
Re: uzdrawiająca moc kota? - Suna - 12-01-2014
no widzisz ja mam tez lozko 2m na 1,8 i oczywiscie spie razem z moim futrem, i po pierwsze co powiem, jest to pierwszy meski rodzaj, ktory wygonil mnie od sciany. On ma swoja kolderke, a raczej koldre, i poduszke, a ja swoja i on wogole nie chce sie polozyc na moim miejscu, za zadne skarby
ale wygonil mnie z fotela, ktory jest przed komputerem
nie siada tez na sofe, na ktorej siedze w dzien, moge powiedziec ze wogole
ale przypomniala mi sie inna historia
otoz mieszkalam sobie jako wyzwolona kobieta i nagle zachcialam miec kota, i zaczelam szukac oglosznia, u nas nie ma kotow bezdomnych, zatem trzeba sobie kota kupic, jak ktos chce go miec
i tak szukalam go nie cale 3 miesiace i nagle przestalam, i nagle zaczely sie do mojego domu "schodzic" koty, to jakis koc z kotem, to jakis pluszak itd
pewnego nia chcialam kupic sobie jakis obrazek z moim znakiem zodiaku do sypialni, znalazlam pieknego skorpiona z kotem, kot byl rudy, kupilam
i nagle znowu szukalam kota, ale tym razem obsesyjnie, malo tego wiedzialam jaki ma byc, szukalam kota 7 miesiecy
gdy znalazlam mojego na anonsach byl to chyba najbrzydszy kotek na swiecie (tak wygladal), a ja sie w nim po prostu zakochalam
gdy po niego pojechalam, wszedl do mojej klatki transportowej i juz wyjsc nie chcial
kotek mial 7 miesiecy (tyle ile go szukalam), co by oznaczalo, ze poprzednie 2 i troche, jego mama byla w ciazy
wygladal identycznie jak kotek z mojego obrazu, i byl dokladnie taki jakiego w podswiadomosci widzialam
i w rzeczywistosci byl to najpiekniejszy kotek jakiego kiedykolwiek widzialam, az powiedzialam tym ludziom, ze on wogole nie wyglada tak, jak na fotce ktora zamiescili
dzisiaj moja kociula ma juz 7 lat i nie oddalabym go nigdy nikomu i za zadne skarby
oczywiscie mamy tez ciezkie dni
czasami mysle sobie, czy to nie bylo tak, ze on przyszedl na swiat zeby byc ze mna
Lele gratulacje za 50 postow, fajnie bedzie jak zostaniesz z nami, to jest bardzo fajne forum, ale i na forum czasami sa ciezkie dni, zycze ci zebys sie wtedy nie przejmowala i nie wycofywala
bo w koncu nic nie dzieje sie z przypadku
Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 12-01-2014
Suna ale czad! kocham takie historie i jestem na milion % pewna, że jesteście sobie przeznaczeni.
Ja mam ze schroniska suczkę, teraz ma ponad 9 lat a wzięłam ją jak miała może z 7 tygodni. Jeździłam po całym województwie szukając najbiedniejszego schroniska bo to w miejscowości, w której wówczas mieszkałam psy miały niezłe warunki.
Znalazłam takie biedne gdzieś na wiosce, prowadzi go pani z ogromnym sercem, nie ma miejsca bo przygarnia każdego psiaka, wszystkie swoje pieniądze przeznacza na zwierzęta, w budynku w którym mieszka przetrzymuje zwierzęta te bardziej chore i ma "biuro" tzn. miejsce gdzie podpisuje się papiery adopcyjne, gmina w ogóle nie dopłaca i ma ją w dupie. Sama szuka sponsorów na jedzenie dla tych biednych zwierząt, jak ktoś podaruje budę to jest przeszczęśliwa. Przepełnione miejsce, psy nie są "usuwane", jak nie ma na nie klientów. Ma wiele piesków, które są u niej wiele wiele lat.... Zatkało mnie jak tam weszłam, po prostu rozwaliło mnie na łopatki. Ze łzami w oczach słuchałam opowieści tej pani, która opowiadała historię KAZDEGO z tych zwierząt. Cudowna kobieta. Ja się wtedy zaparłam, że choćby nie wiem co, ja znajdę w tym właśnie miejscu swoją miłość.
No i znalazłam na samiuśkim końcu, w ostatnim boksie, była włożona z dużymi psami, ta kobieta nie miała z nią co począć bo w pomieszczeniu zaraziłaby się od przebywającego tam wtedy psa. Była taka malutka...żółta

mieściła się na mojej dłoni, naprawdę. Znalazł ją ktoś w kartonie w środku lasu. Miała może z 6 tygodni, ledwo przeżyła, jedno oczko nie odkleiło się do końca. Zobaczyłam ją jak akurat jadła zwymiotowane jakieś resztki któregoś doroślejszego psa z boksu. Rozpłakałam się i pamiętam tylko, że powiedziałam TO ON! wyglądała jak jedno mikroskopijne nieszczęście. Wzięłam ją i od razu po prostu wiedziałam że to mój skarb. Zarzygała mi auto jak wracałyśmy do domu wtedy, i tą miłością było czuć jeszcze z 2 tygodnie hehehe
Ojjj, jak sobie to przypomnę... To historia z psiakiem.
Rok później, moja Mama wzięła kotkę, maleńką ostatnią z miotu od koleżanki. Obie przejęte sytuacją, bo kotka maleńka, zabidzona, bardzo źle się rozwijała, jeść nie chciała, a jak chciała to nie mogła się dokopać do cyca. Wyglądała też jak samo nieszczęście. Koleżanka namówiła moją wykochaną Mamę żeby ta ją wzięła do domu. Obie stwierdziły, że kicia i tak nie przeżyje, więc Mama stwierdziła że stworzymy jej godne ostatnie dni życia. Basia przeżyła, zaczęła normalnie rosnąć, jeść. Polowała na wszystkich moich znajomych, którzy przychodzili w odwiedziny. Jednym słowem przestępca! Niedługo później wyleciałam z rodzinnego domu i nie mieszkałam z kicią ponad 7 lat, widząc ją od czasu do czasu przy okazji świąt. Nie lubiłam jej szczerze, ona mnie też. Ona lubiła tylko mojego Tatę. Dlatego tak opisuję tutaj jej zachowanie bo po tylu latach totalnie się zmienia
Ale się rozpisałam...ufff ulżyło
p.s. leżę na łóżku, z suńcią przy nogach i kotem na głowie który patrzy non stop w monitor i czyta, co ja tam piszę...
Re: uzdrawiająca moc kota? - Suna - 12-01-2014

swoja droga ludzie sa okrutni, i kazdy dzien mnie w tym utwierdza, tak wiem ze sa i dobrzy i zli, jednak to takie zalosne, ze czlowiek, ktory posiadl mozliwosc kierowania sie umyslem, wykorzystuje go negatywnie, szczegolnie w stosunku do zwierzat (lezal w lesie w kartonie), wiesz ja zawsze mowie, niech ten ktory to zrobil spotka identyczny los, to po prostu nawet sie nie nadaje do skomentowania
moj futrzak natomiast, jak ja pisze na kompie, zaraz kladzie mi sie na rece, ale mysle ze to z zazdrosci, ze to on jest najwazniejszy

i prawda jest taka, ze rzeczywiscie, on jest dla mnie najwazniejszy, po rachunkach, pewnie brzmi to jak obled, ale dawno przestalam sie przejmowac co o mnie mysla ludzie, ludzki umysl tworzy rozne durne mysli
ja mam jednego futrzka i chodze karmic ptaki, glownie wrony i sroki hehehe koty, wrony i wiedzmy zostaly wyklete przez spoleczenstwo hehehe, a mi z nimi jest dobrze
pomagam na tyle ile to mozliwe w jednym schronisku dla kotow, ale u nas w takim schronisku jest tak, ze czasami w domach ludzie tak nie maja, jednak jak juz bede na emeryturze prawdopodobnie bede pracowala tam jako wolnotariat
ale zobaczymy, teraz wiek emerytalny jest taki, ze kto z nas bedzie mial szanse sie ta emerytura cieszyc hehehe
teraz nie chodze do schroniska, bo po pierwsze kazda wolna chwile spedzam z moim kiciulem, a po drugie boje sie ze moglabym przyniesc jakies choroby, a chyba bym zwariowala jak by moje kici na cos zachorowalo
ja siedze na taborecie teraz, bo oczywiscie kicius spi na moim fotelu
p.s. chyba Krysia przeniesie ten temat do jakiegos dzialu o kotach
Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 12-01-2014
Suna, nabijasz moje serce radością. Bardzo się cieszę, że są na tym świecie jeszcze dobrzy ludzie. Ja od małego kochałam zwierzęta, wszystkie biedne i bezdomne przynosiłam do domu, karmiłam i otaczałam opieką aż znalazłam odpowiedni dom. Było tych zwierząt trochę, mieszkaliśmy w bloku, w mieszkaniu toteż nie mogłam zostawić kolejnego psa. miałam wówczas już jednego, mojego wykochanego. Ehh to był pies! do tej pory strasznie za nim tęsknię. Kundel brzydal najkochańszy i najmądrzejszy na świecie. Jako mała dziewczynka wykradałam z lodówki kilogramy kiełbas, za kieszonkowe kupowałam suchą karmę i szłam na nogach do schroniska karmić zwierzęta. Szłam tam 2 godziny w 1 stronę, autobusów wtedy nie było, nie miałam jak dojeżdżać
Ja też nie mogę pojąć pokręconych chorych umysłów ludzi z czarną duszą, którzy potrafią wyrządzić krzywdę zwierzęciu. Bezbronnemu, nie rozumiejącemu dlaczego tak się dzieje. Wielokrotnie interweniowałam w sytuacjach, których byłam świadkiem. Raz dostałam za to po pysku ale się opłaciło. Dodam, że to maleństwo moje zostało wsadzone do pudełka po butach razem ze swoim bratem, brat nie przeżył. To była końcówka października, zimno jak diabli. To, że ona przeżyła, to jakiś cud. Ja też noszę w sercu potrzebę pomagania zwierzętom, mam bardzo ciężki okres od paru lat ale mam absolutną pewność, że jak tylko moje życie trochę się ustabilizuje to wolontariat w schronisku będzie naturalną koleją rzeczy.
Hehe tak mi Suna przypomniałaś... miłe wspomnienia z młodych lat mam związane z tymi wszystkimi futrzakami

koleżanki w moim wieku miały marzenie - dostać kucyka, lalkę mówiącą albo super sanki. A ja mówiłam zawsze że chcę mieć dom z dużą działką jak będę duża, żeby mieć warunki dla wielu bezdomnych zwierząt hehe moja Mama do tej pory to wspomina
No cóż, jestem duża, domu nie mam, tym bardziej dużej działki ale jeszcze nie wszystko stracone
Re: uzdrawiająca moc kota? -
Iwona Agata - 12-01-2014
<!-- m --><a class="postlink" href="http://kafeteria.pl/ziu/obiekt.php?id_t=1596">http://kafeteria.pl/ziu/obiekt.php?id_t=1596</a><!-- m -->
Re: uzdrawiająca moc kota? - Suna - 12-01-2014
hehehe Lele no to mamy niedziele wspomnien

moje kolezanki jak bylam mala, bawily sie w panny mlode, ze wychodza za maz za kogos tam, jedna opowiadala, ze widzi swojego przyszlego meza ze znakiem zapytania, zamiast glowy
nie rozumialam o czym mowia (na prawde), ale udawalam ze tez sie w to bawie, jednak szybko zaczelam sie bawic sama, moi rodzice ciagle pracowali, wiec bylam sama w domu i mialam duzo czasu na sowje zabawy
a wygladaly one tak, ze podrozowalam i ciagnelam za soba wszystkie "znane" mi zwierzeta, podrozowalam nawet pociagiem hihihi i ciagnelam za soba Czite (szympans z Tarzana), Lyska z pokladu Idy, Lessi, i tysiace kotow

przeciskalam sie miedzy stolem, a krzeslami i to byla moja pordoz
no coz, zyice zmusilo mnie do wyemigrowania, dzisiaj oczywiscie tego nie zaluje
nie ciagne za soba wielkich tabunow zwierzat, jednak ide tam gdzie one sa
moje wrony sa bardzo madre, one mnie rozpoznaja
przyjezdzam autem (jezdze na taxowce) na taki plac, to jest taki plac wyciszenia (tak go sobie nazwalam), przyjezdza tam wielu taxowkarzy ale nikt kolo nikogo nie staje, kazdy ma swoja chwile ciszy
i te wrony zawsze wiedza w ktorym ja jestem aucie, podchodza i zagaduja hehehe, ja na nie potrafie czekac, zeby dac im jesc
mama mowi, ze one moga mnie zadziobac

, ale ja wiem ze wieksza krzywde moga wyrzadzic mi ludzie i dalej tam jezdze, ale jestem cwana, wybralam sobie miejsce nie daleko domu, bo jak juz bede stara i na emeryturze, zebym mogla tam dojsc na pieszo
Re: uzdrawiająca moc kota? -
Natka - 12-01-2014
Lele, Suna, piękne opowieści, takie podbudowujące
Re: uzdrawiająca moc kota? -
Antośka - 12-01-2014
W sumie w domu rodzinnym mam 3 koty. 2 własne, jednego moja mama przygarnęła kiedy błąkał się niedaleko miejsca mojej pracy. Mam swojego kota, kocura, wabi się Bobuś ale lepiej brzmi jako Bobisław, tak dostojniej

Jest cały czarny i ma zielone oczy. Od dziecka chciałam mieć czarnego kota i w końcu mam. Moja mama miała raka, Bobuś zawsze kładzie się w miejsca gdzie go wycięli. Jakiś czas temu często ze mną sypiał, koło mojego serduszka, a że mam z nim problemy. Było to dla mnie oczywiste. Kiedy rozkładam komuś karty, a w pokoju panuje półmrok od zapalonych świeczek, kot zawsze siada na rogu stołu i wpatruje się w płomienie. Często też kładzie się na rozłożonych kartach i przeciąga się. Nie wiem czy to coś znaczy, ale on ma upodobania do spania na stołach

Nie przeszkadzają mu inni ludzie, choć też wszystkich ich nie toleruje. Ludzie tez różnie na niego reagują, są zabobonni, plują przez ramię, gonią go. Lubie jego sierść, nie jest jak zwykły dachowiec, ma o wiele dłuższą sierść i taką miłą w dotyku, czasami jak siedzi na oknie na zewnątrz budynku to wiatr rozwiewa mu "włosy" śmiesznie wtedy wygląda, przypomina mi takiego Bobka z bajki "Muminki" stad też jego imię.
Re: uzdrawiająca moc kota? - Suna - 12-01-2014
moj kot tez sie kladzie na kartach

a jak mam klientke/klientki, to idzie albo na fotel, albo do sypialni i dziwne jest ze zawsze wraca po minionym czasie na wrozby
tzn wrozba u mnie trwa godz i on po godzinie wraca i wskakuje na stol z kartami, ale dziwne jest to, ze czasami mam dwie albo trzy klientki naraz i on wraca odpowiednio po dwoch badz 3 godz
skad on to wie, ze nadszedl czas konca wrozby, tego to wogole nie umiem wytlumaczyc
a czasami wskakuje na stol przed rozpoczeciem wrozby, wtedy wiem ze osoba bedzie chciala wiecej rozmawiac niz wrozyc
takie slodkie stworzenie
najbardziej denerwuja mnie ludzie, ktorzy biora zwierzaka, kupuja mu ubranka, czesto nawet markowe, a pozniej kopa i za drzwi, takich ludzi wieszalabym do gory nogami na haku i podawala wode, zeby za szybko nie skonali
oczywiscie nie uratuje wszystkich zwierzat ale jak w moim otoczeniu pojawia sie osoba ktora chce miec sliczne malenstwo, a ja wiem ze gdy malenstwo dorosnie, osoba je wywali, to robie wszystko co mozliwe, by tej osobie odradzic wziecie go i mysle ze tak chyba lepiej
och jak ja nie znosze takich ludzi, czesto woze ludzi ze swoimi pupilami, mam nawet stalych klientow, oni sa OK
tak wiec sa i dobrzy i zli, ale tych drugich jest niestety o wiele wiecej (chyba)
Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 14-01-2014
Sunka, kochana Ty moja! Wspaniale, że dokarmiasz swoje wrony...
Swoją drogą, oglądałam kiedyś dokument o wronach, byłam strasznie zdziwiona faktem, jak te ptaki są inteligentne
jest dużo fajnych eksperymentów potwierdzających ich zdolności intelektualne. Polecam <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.youtube.com/watch?v=np6XE_oWuIY">http://www.youtube.com/watch?v=np6XE_oWuIY</a><!-- m -->
Teraz znalazłam tez inny filmik jak wrona aportuje mały patyczek jakiejś pani, bawiła się. Jest ten filmik na stronie powyżej polecam
Ja w tym roku się przeprowadzam ale zamierzam zamontować karmnik bo zima niestety idzie...
Gdzie się podziały wróble? Za dzieciaka było ich zawsze tak dużo wszędzie, teraz rzadko kiedy widzę. Czasem tylko parę "sztuk"...
Wymierają chyba? Macie karmniki na balkonach?
Antośka .. Bobisław

padłam, super! hehe
Re: uzdrawiająca moc kota? - Suna - 14-01-2014
ja nie mam, bo... jest wiele bo
po pierwsze mieszkam w bloku, po drugie mam oszklony balkon, no i mam kociaka
a wroble hmmm, pewnie zostaly zjedzone przez wieksze ptaki...
kiedys ratowalam jakiegos ptaka ze szpon jastrzebia, niby jastrzab tez musi jesc, ale gdyby dokarmiac te duze tez, to wtedy nie atakowalby az tak tych malych...
ale coz, cieszmy sie ze jest nas chociaz garstka dokarmiajacych
Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 14-01-2014
Racja. Brakuje mi wróbelków. Pod moim blokiem za dzieciaka, ze 20 lat temu było ich tak dużo, zeskakiwały z drzew i niektóre tak się do dzieciarni przyzwyczaiły, że podskakiwały do nas naprawdę blisko. Na żula. Po prostu zawsze dzieciarnia coś jadła, jakąś bułę mama przed blok dała a wróbelki miały okruchową ucztę

Koleżanka kiedyś zabrała do domu chorego ptaszka i akcja ratowania była na całe osiedle

Włączyło się kilka rodzin, aaale czasy, super. Teraz człowiek na ulicy leży i ludzie się tak nie przejmują...
Mój pies, osiedlowy maczo, ganiał za tymi wróblami, tak bardzo go denerwowały, nie mógł nigdy złapać. Podejrzewam, że nawet jakby jakiegoś dogonił i jak przyszłoby co do czego, to by spękał haha więcej hałasu robił.
Z tą swoją miejscówką Suna też ujęłaś moje serce, nawet pomyślałaś o dokarmianiu na "starość"

Nie wiem od czego zależy, że jede człowiek bardzo kocha zwierzęta, nawet bardziej niż ludzi a inny ma stosunek zupełnie obojętny. Bo ludzi, którzy krzywdzą zwierzęta nie rozważam tutaj, to są po prostu ludzie chorzy, skrzywieni.
Cały czas liczę na zaostrzenie kar wobec okrucieństwa zwierząt w Polsce. Tutaj nawet nie mamy instytucji, skierowanej typowo dla nich do pilnowania porządku. W usa mają rspca, policję "zwierzęcą" (?). Widzisz, że sąsiad głodzi psa, dzwonisz, przyjeżdżają i gość ma zajebistą karę. W polsce dzwonisz na straż miejską to nawet nie przyjadą a człowiek, który zagłodzi, zatłucze albo nawet zabije zwierzę poprzez TORTURY dostaje 200 zł grzywny!
Po***ny kraj po tym względem...zresztą pod wieloma innymi również.
Re: uzdrawiająca moc kota? - Suna - 14-01-2014
u nas tez tak jest, a jak bralam mojego kota, to nawet pani z... hmmm cos jak kuratorium dzwonila i wywiad przeprowadzala ze mna, i po wywiadzie powiedziala, ze nie bedzie przyjezdzala, widac brzmialam sensownie hehehe
a jak chcesz oddac zwierze do schroniska to od 1000 koron placisz,
ale tez sa tutaj czubki co to biora zwierzaka, a pozniej kopa, na debili nie poradzisz i wszedzie ich pelno
Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 14-01-2014
Tutaj rzadko się jednak zdarza by oddając psa do adopcji, schronisko wcześniej dobrze sprawdzało zainteresowanego. Schroniska przepełnione i cieszą się, że jednego mniej.
Jednak nie w każdym schronisku tak jest, dzięki Bogu. Są też schroniska prowadzone przez ludzi z pasją kochających to co robią, i ważna jest dla nich wiarygodność kandydata. Myślę, że to ulegnie w końcu zmianie, ale jak słyszę o takich akcjach
<!-- m --><a class="postlink" href="http://uwaga.tvn.pl/64846,news,,ponura_prawda_o_najwiekszym_schronisku_w_polsce,reportaz.html">http://uwaga.tvn.pl/64846,news,,ponura_ ... ortaz.html</a><!-- m -->
<!-- m --><a class="postlink" href="http://uwaga.tvn.pl/422128,reportaze,gdzie_sa_psy_z_wojtyszek,wideo_detal.html">http://uwaga.tvn.pl/422128,reportaze,gd ... detal.html</a><!-- m -->
to mnie krew zalewa, żyjemy w takim kraju gdzie dzieją się niestworzone rzeczy na oczach milionów ludzi, powstają na ten temat reportaże, interweniują ludzie (tysiące), interweniują fundacje, instytucje pomocowe, w gazetach się pisze.... a sprawa dalej bezczelnie się ciągnie. W grę wchodzą ogromne pieniądze, a władze mają ludzi w dupie. Oto nasza demokracja. Szkoda, że odbija się to też na zwierzętach.
Re: uzdrawiająca moc kota? - Suna - 14-01-2014
nie czytam i nie ogladam takich tematow, serce by mi peklo
ja nawet nie ogladam filmow, gdzie zwierzeta sa wykorzystywane, mimo iz wiem, ze to film i zadnemu zwierzeciu nic sie nie dzieje, to i tak jak widze jakiego stworzonka, to od razu zmieniam kanal

ludzie na mnie tak nie dzialaja, wlasciwie wogole na mnie nie dzialaja, chyba ze ludzka glupota hehehe, ta doprowadza mnie do obledu
Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 14-01-2014
Suna, ja też nie jestem w stanie oglądać tego typu rzeczy, tv nie oglądam ale czasem zdarzy się, że natrafię na coś takiego i zaczynam się interesować jak się sprawa potoczy. Wówczas, jeśli jest możliwość uczestniczę internetowo w różnych akcjach i cieszę się, jeśli mój głos coś w sprawę wniesie. Całkiem niedawno była fajna akcja "nakarm psa", schronisko pozyskało sponsora, który dostarczył ich psom (nie pamiętam ale chyba 98 psów) 2 tony pokarmu. Warunek był taki, że rozpromują dziennie jakaś liczba osób będzie klikać w baner :nakarm psa" na wybranego przez siebie pieska
Rozesłałam link wszędzie gdzie się da, kazałam wszystkim znajomym, mamie w pracy klikać codziennie, ustawiłam sobie opis gdzieś na gg z linkiem. Udało się zebrać w czasie odpowiednią liczbę kliknięć i psiaki dostały tony żarcia.
Czasem człowiek wymyśli fajną akcję, ratowanie koni z rzeźni - też czasem poratuję groszem. Ogólnie uważam, że internet, mimo ogromnych minusów, jakie za sobą niesie, to jednak coś fajnego można dzięki niemu zdziałać i czasem się przydaje
Re: uzdrawiająca moc kota? -
Joanna7477 - 14-01-2014
Witajcie,tez mam prawie 3letniego kota ktory jest troche egoistyczny bo chyba za bardzo rozpieszczony.Od pierwszego dnia jak zamieszkal z nami nigdy mi nie "narobil"w zaden kat.Nawet wtedy gdy moj maz nie zauwazyl go i zamknal w skladziku na 24h,czekal cierpliwie i nie zrobil nic.Zdarzylo sie w zeszlym roku ze wyjechalam ma urlop do Polski a kot zostal z moim mezem,wyobrazcie sobie,ze zaraz pierwszego wieczora kot zapaskudzil cale lozko.To bylo na zlosc,z tesknoty za mna.To byl jedyny raz kiedy na cos takiego sobie pizwolil.Sypia ze mna tzn na mojej glowie dopoki go nie zgonie bo oczywiscie rozwala sie na calego i wtedy ja nie spie,ale wlasnie od czasu jak mi spi na glowie przeszly mi bole glowy,ktore mialam przez 1,5miesiaca i po niczym nie przechodzily.Teraz jest spokoj.Moj kot jest zakochany we mnie,rozumie co do niego mowie,ciagle chodzi za mna kiedy jestem w domu,jest wszedzie tam gdzie ja,czeka za drzwiami toalety i zawsze rano czeka az sie obudze,bo wtedy jest duzo vzulosci caluskow a on mruczy az huczy...uwielbiammojego kota mimo ze jak mam sprzatac to mnie szlag trafia bo ma siersc jak perski,ale nigdy bym sie go nie pozbyla i ciesze sie ze go mam.Nawet moj maz ktory nie lubi kotow tak sie do tego przywiazal ze jak mi kiedys zwialkociak to moj maz powiedzial ze bez kota mam sie nie pokazywac..
Re: uzdrawiająca moc kota? - Lele - 14-01-2014
Joanno, witaj w klubie.

Też mam kota "prześladowcę". Nie wiem czy czytałaś tutaj moje opowieści, jak ta nasza miłość na przestrzeni ostatnich paru miesięcy rozkwitała hehe ale widzę, że masz podobnie

Jest to oczywiście urocze
Zazdroszczę wszystkim właścicielom kotów, którzy nie mają problemu ze złośliwym załatwianiem się po mieszkaniu. Moja kotka gdyby tego nie robiła, to byłaby ideałem. Obserwuję ją od dawna, poznałam ją dość dobrze, jednak tego, dlaczego i kiedy złośliwie się załatwia, pojąć nie mogę. Zapewniam jej fantastyczne warunki, spędza ze mną (czyt. na mnie)

większość czasu. A są takie momenty, że nakarmię ją fajnym żarciem, po czym najedzona pójdzie i się załatwi na łóżku mimo czyściutkiej kuwety. Takie "podziękowanie". Jeszcze podejdzie i się po tym łasi zadowolona.
Nie zdarza się to często, ale zdarza. Kompletnie nie wiem co z tym zrobić. Szukałam na forach internetowych ale ludzie piszą raczej o tym, że ich koty zachowują się tak, gdy na coś im nie pozwalają. Może jestem złą "panią"? Nie wiem sama..
Zaczęłam się nią opiekować stosunkowo niedawno bo zamieszkałyśmy razem po 7 letniej rozłące. Na nową ją poznaję. Staram się jak mogę i dbam o tą małpę

Nie mam pomysłu jak mogę zmienić jej nawyki i dlaczego to w ogóle robi
Re: uzdrawiająca moc kota? -
Joanna7477 - 14-01-2014
A z tym czuciem kotow tez sie zgodzeJakis czas temu wrecz wcisnela mi sie na uparciucha kotka ktora miala sie kocic.Nie mialam serca jej wygonic mimo ze moj maz sie sprzeciwial,bo wiadomo ze potem jest problem z tyloma kociakami a przy naszym trybie zycia oboje pracujemy caly dzien i nigdy nas nie ma w domu byloby to jednak klopotliwe.Wyobrazcie sobie tego samego wieczora sie okocila i ja bylam przy tym,pomoglam jej i zaopikowalam sie nia..Nawet nie zamialczala kiedy wzielam do reki kociaka co raczej mby mnie nie zdziwilo gdyby mnie drapnela w obronie mlodych,w koncu od 3godzin mialam ja w domu.Znalazlam jej potem nowego wlasciciela,ktory zaopiekowal sie cala rodzinka bo moj kot wrecz wariowal.....Fajne uczucie pomagac zwierzakom
Wiesz nie wiem jedyne co mi przychodzi do glowy to to ze koty w ten sposob zaznaczaja swoj teren...nie jest to wynikiem zlosliwosci...szczerze mowiac moj kot od pierwszego dnia wiedzial ze trzeba zalatwiac sie w kuwecie niczego nie musialam go uczyc wiec nie potrafie ci teraz powiedziec jak ja oduczyc od tego nawyku...