Illuminaci- słyszeliście o nich?
#18

Dzieci apokalipsy:

Ataki terrorystyczne, pandemie, klęski żywiołowe, załamanie systemu finansowego: ”preppersi” biorą pod uwagę najczarniejsze scenariusze z upadkiem cywilizacji włącznie. I doskonalą się w sztuce przetrwania.
Jedno jest pewne: upadek cywilizacji jest pewny jak amen w pacierzu. Nie wiadomo tylko kiedy nadejdzie i jaki kataklizm przypieczętuje zagładę. A wtedy, ratuj się kto może. Rozpocznie się bezwzględna walka o przetrwanie, każdy będzie musiał zatroszczyć się o własne bezpieczeństwo. Wizja końca świata ma różne nazwy - Apokalipsa, Sąd Ostateczny, Armagedon. W katastroficzny sposób myślenia wpisuje się Hollywood - po filmach o kosmitach, gigantycznych meteorytach zmierzających w kierunku Ziemi i katastrofach przyrodniczych przyszła moda na zabójcze pandemie. Ulubionym straszakiem polityków jest walka z terroryzmem. Jeśli wierzyć ludziom, przygotowanym na czarną godzinę ludzkości, najbardziej realistyczną przyczyną końca naszego świata będzie globalny kryzys finansowy.
Ludzie, przekonani o nieuchronnym końcu cywilizacji, nazywają siebie preppersami. Już ponad trzy miliony Amerykanów przyłączyło się do nowego ruchu społecznego. Są kimś w rodzaju dorosłych harcerzy, gotowych stawić czoła każdemu zagrożeniu.
Bez zbytniej przesady można powiedzieć, że preppersi mają lekkie objawy paranoi. Przygotowują się do każdego rodzaju katastrofy, nawet jeśli wydaje się abstrakcyjna lub absurdalna - z inwazją kosmitów włącznie. Ostatni dzień w historii ludzkości nazywają w skrócie TEOTWAWKI - The End Of The World As We Know It. To jest koniec świata, jaki znamy.
Ruch preppersów istnieje od piętnastu lat. Jego korzenie sięgają jednego z największych ogólnoświatowych kryzysów finansowych. Po krachu na nowojorskiej giełdzie w dniu 24 października 1929 roku miliony Amerykanów stały się żebrakami, bo w nadmiernym optymiźmie nie pomyśleli o zabezpieczeniu się na czasy niedostatku. Ówcześni “survivalists“, “mistrzowie przetrwania” postanowili nie dać się zaskoczyć i rozpoczęli przygotowania na wypadek kolejnego kryzysu finansowego. W drugiej połowie XX wieku amerykańskie społeczeństwo paraliżował lęk przed globalnym konfliktem nuklearnym. Pokłosiem kryzysu naftowego była obawa przed hiperinflacją, a po 11 września pojawił się strach przed zamachami terrorystycznymi, kataklizmami przyrodniczymi i pandemiami. Dlatego współcześni preppersi są przygotowani na każdy rodzaj zagrożenia.
Coraz więcej Amerykanów żyje zgodnie z duchem preppersowskim. Ich liczba gwałtownie rośnie po kolejnym katakliźmie przyrodniczym, czy też gospodarczym. Niektórzy nazywają ich paranoikami i wariatami, ogarniętymi strachem nie tylko przed śmiercią, ale i życiem. Preppersi bronią się przed krzywdzącymi stereotypami. Tłumaczą swą zapobiegliwość różnymi wydarzeniami, zagrażającymi porządkowi społecznemu: strzelaniną na lotnisku w Los Angeles. Tajfunem na Filipinach. Trzęsieniami ziemi. Pożarami lasów. Napadami. Jak nie odczuwać strachu przed końcem świata, skoro niemalże codziennie pojawia się jeden z czterech Jeźdźców Apokalipsy?
W wyglądzie Mike`a Hansena przykuwa uwagę pewien szczegół. Mężczyzna ma na sobie elegancki, z pewnością drogi garnitur. Po prawej stronie marynarki widać dziwne wybrzuszenie. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy ktoś ukrywa coś pod spodem. - Nie opuszczam domu bez broni palnej. Przeszedłem specjalistyczne szkolenie i nauczyłem się błyskawicznie wyciągać spluwę - opowiada, demonstrując nabyte umiejętności.
Hansen nie jest typem paranoidalnego rewolwerowca, który przegapił koniec epoki Dzikiego Zachodu. 44-letni mieszkaniec Kalifornii jest inteligentny, wykształcony, starannie dobiera słowa i nie daje się ponieść emocjom. Zajmuje odpowiedzialne, kierownicze stanowisko w niemieckim koncernie informatycznym SAP, jest żonaty, ma dwoje dzieci. Mierzy 190 centymetrów wzrostu. Przykuwa uwagę atletyczną sylwetką z pięknie wyrzeźbionymi mięśniami, bez grama tłuszczu. Ktoś taki bez większego wysiłku przebiegnie maraton, a na koniec zaliczy zawody judo.
Mike nosi broń nie dlatego, że rozpiera go poczucie władzy albo dowartościowuje swoje męskie ego. W jego przekonaniu posiadanie broni jest koniecznością. - Statystycznie rzecz biorąc już sam widok rewolweru odstrasza ponad 85 procent potencjalnych napastników. Im więcej broni palnej w społeczeństwie, tym bezpieczniej - podsumowuje. Hansen nosi przy sobie także metalowy długopis z ukrytym ostrzem w razie konieczności walki wręcz. Jest członkiem społeczności preppersów od początku narodzin ruchu.
Amerykanin najbardziej obawia się kryzysu finansowego, a w następnej kolejności zaburzenia ziemskiego pola magnetycznego i wybuchu pandemii. - We wszystkich trzech przypadkach trzeba liczyć się z wielomiesięcznymi przerwami w dostawach energii elektrycznej - stwierdza. - Kryzys gospodarczy albo energetyczny może wywindować w górę ceny energii. Nagle się okaże, że nie stać nas na jazdę samochodem albo ogrzanie domu. Nie wspominając o możliwości wyłączenia prądu z powodu strajku pracowników elektrowni.
Mike całkiem poważnie bierze pod uwagę możliwość wybuchu kryzysu finansowego, jeśli rząd amerykański będzie rozwiązywał problemy fiskalne dalszym drukowaniem pieniędzy. - Taka polityka może doprowadzić do hiperinflacji. Wystarczy przeanalizować przeszłość i wyciągnąć stosowne wnioski - mówi. Hiperinflacja zamieni ludzkie oszczędności w stertę bezwartościowej makulatury. Zresztą awaria skutecznie unieruchomi bankomaty. - W obecnej chwili największym zagrożeniem jest załamanie dostaw prądu - uważa Mike.
Tom Martin również ostrzega przed konsekwencjami globalnego kryzyu gospodarczego. Przed pięciu laty założył stowarzyszenie American Preppers Network, liczące obecnie ponad 40 tys. aktywistów. Tom Martin spopularyzował w amerykańskiem społeczeństwie preppersowski styl życia i postrzegania rzeczywistości. Dzięki niemu prepping przestał być ruchem niszowym. Mimo to wielu Amerykanów ignoruje zagrożenia, spowodowane załamaniem systemu finansowego. - Zaledwie garstka specjalistów przewidziała kłopoty Grecji, Włoch i Hiszpanii, choć kilka lat wcześniej podobna sytuacja wydarzyła się w Argentynie - opowiada Tom. - Peso straciło ponad 70 procent na wartości, ograniczono wypłaty pensji, rząd ogłosił niewypłacalność, doszło do rozruchów, głodu, grabieży supermarketów, demolowania banków - przypomina wydarzenia z 2001 roku. Pożywienie i wodę zdobywali nie ci, którzy mieli pieniądze, lecz broń.
- Zapanował chaos i anarchia - opowiada Martin. Jego zdaniem Amerykanie nie wyciągnęli żadnych wniosków z kryzysu w Argentynie, Grecji i Hiszpanii. Wręcz przeciwnie: minęło zaledwie kilka lat od ostatniego kryzysu finansowego, a ludzie znowu oddają się spekulacjom giełdowym. - Amerykanie żyją na kredyt zamiast wreszcie spłacać długi - przekonuje Martin. Kolejne załamanie jest tylko kwestią czasu. Tom Martin nie da się zaskoczyć i jest przygotowany na dowolne zawirowania ekonomiczne. - Właściwie jestem preppersem od urodzenia - opowiada. - Rodzice i dziadkowie nauczyli mnie polować i posługiwać się bronią, gdy miałem sześć lat. Zostałem wychowany w stałej gotowości. Dlatego jestem w stanie stawić czoła niemalże każdemu zagrożeniu - przekonuje.
Tom Martin bardzo często używa słów przeżyć, przetrwanie, broń. Preppersi nie tylko gromadzą pokaźne zapasy żywności. W razie potrzeby są gotowi bronić ich przy pomocy broni palnej. To ważny element strategii przetrwania. “New York Times” napisał, że jesteśmy świadkami narodzin apokaliptycznego sposobu myślenia, będącego odpowiedzią na wynaturzenia turbokapitalizmu. Strach skłania ludzi do wydawania miliardów dolarów, aby zapewnić sobie namiastkę bezpieczeństwa.
Ruch preppersów dotarł także do Niemiec. Federalny Urząd Ochrony Ludności i Reagowania Kryzysowego wydał nawet broszurę z instrukcjami, jak należy zachowywać się w sytuacjach kryzysowych. Koniunkturę na przetrwanie ewentualnej apokalipsy skutecznie nakręcają programy telewizyjne, nastawione na pogoń za tanią sensacją. (...)
Ogromnym powodzeniem cieszą się seriale poświęcone preppingowi, jak choćby kultowy “Prorocy końca świata” (National Geographic), czy “Doomsday Bunkers“ (Discovery Channel). Przybliżają widzom sylwetki i styl życia Amerykanów przygotowujących się na różne katastrofy. Całość jest doprawiona dużą dawką sensacji, adresowaną do spragnionej rozrywki publiczności. Bohaterzy programów już dawno przekroczyli granice absurdu: jakiś mężczyzna pokazuje z dumą owczarki, wytresowane na krwawe bestie. Inny chwali się sekretnym schowkiem w stodole, gdzie zmagazynował imponujący arsenał broni palnej i paliwa. Ktoś inny z dumą prezentuje własnoręcznie wykopaną ziemiankę, służącą za schron.
- Tego rodzaju programy są przydatne, bo informują o naszym istnieniu i popularyzują idee ruchu - uważa Tom Martin. - Oczywiście byłoby lepiej, gdyby kładły większy nacisk na aspekty praktyczne - jak zbudować dom odporny na trzęsienie ziemi, jak zachowywać się w razie wybuchu pożaru. Chcemy wytłumaczyć amerykańskiemu społeczeństwu, że nie można żyć stale na kredyt. Kiedyś przyjdą czasy zaciskania pasa.
Na rynku księgarskim nie brakuje poradników, jak przeżyć na zgliszczach cywilizacji. W książce “Surviving the Economic Collapse“ autor Fernando Aguirre Ferfal opowiada czytelnikom, jak udało mu się przetrwać argentyński kryzys gospodarczy z 2001 roku.
Innym bestsellerem jest “SEAL Survival Guide”. Były komandos Cade Courtley udziela praktycznych rad, jak powinniśmy zachować się w różnych, niecodziennych sytuacjach - napadzie na bank, katastrofie samolotu, czy ataku niedźwiedzia grizzly. Oparty na książce program telewizyjny ”Przeżyć katastrofę” (”Surviving Disaster“) odniósł spektakularny sukces, a surwiwalowe seminaria z udziałem Cade`a Courtley`a cieszą się ogromną popularnością.
W Seattle odbywają się targi ”Sustainable Preparedness Expo“, a w Arizonie ”Self Reliance Expo“.
Imponujące wyniki sprzedaży odnotowują firmy specjalizujące się w produkcji zestawów ratunkowych ("Shelf Reliance"), odbiorników radiowych i latarek (”Eton”), czy domów odpornych na huragany (”Vaughn Concrete Products“). Powstaje coraz więcej sieci handlowych (”Ready Store“) oferujących żywność z długą datą ważności. Najwyraźniej pojawiające się w mediach informacje o nowych katastrofach, czy kolejnym krachu giełdowym windują w górę wskaźniki sprzedaży.
Mike Hansen jest klientem wielu tego typu firm. Przygotowuje się nie tylko na wypadek ostatecznego kataklizmu, ale również małych apokalips o zasięgu lokalnym: - Człowiek, który uczy obywać się bez energii elektrycznej, poradzi sobie z kilkudniową przerwą w dostawie prądu spowodowaną klęską żywiołową. Kto zdobędzie niezbędną wiedzę i umiejętności praktyczne, będzie wiedział, jak zachować się w czasie wybuchu pandemii, czy chaosu i zamieszek w aglomeracjach miejskich, wywołanych trzęsieniem ziemi.
Amerykanin stale nosi przy sobie nie tylko broń i nóż, ale również tzw. Get Me Home Kit. Zestaw zawiera przedmioty niezbędne do pokonania 25 kilometrów i przeżycia pierwszych dwunastu godzin od kataklizmu. - Niezbędnik ułatwi mi dotarcie do samochodu, gdzie znajdę torbę z kolejnymi przydatnymi przedmiotami - przekonuje Hansen. W domu czeka w stałej gotowości bug-out-bag. ”Plecak ucieczkowy” pomoże przetrwać 72 godziny w razie konieczności natychmiastowego opuszczenia domu. - Mój plecak ucieczkowy waży 50 kilogramów i wystarczy na potrzeby całej rodziny - mówi Hansen.
Mike Hansen nie chce uchodzć za apokaliptycznego świra. Przygotowuje się na najgorsze nie ze strachu, lecz dlatego, żeby przestać się bać. - Nie wpadnę w panikę w razie zagrożenia, bo mam niezbędną wiedzę i praktyczne umiejętności. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby przetrwać - argumentuje Hansen. Jego zdaniem prepping kładzie nacisk na umiejętne zarządzanie potencjalnym ryzykiem, a nie bezkarne użycie broni. - Gdy w domu pojawia się włamywacz i kradnie telewizor, muszę podjąć decyzję: mam wystawić na niebezpieczeństwo własne zdrowie, a nawet życie? Za żadną cenę! Można kupić nowy telewizor, ale nie życie. Dlatego zachowam całkowity spokój i odczekam aż włamywacz się ulotni - zapewnia.
Hansen przygotowuje się na różnego rodzaju nieoczekiwane zagrożenia, tak jak inni wykupują polisy ubezpieczeniowe albo przechowują w bezpiecznym miejscu kopie ważnych dokumentów: - Pożar powoduje straty materialne. Tak naprawdę chodzi tylko o pieniądze. Tymczasem wiele osób nie ma pojęcia, jak zachować się w razie wybuchu pożaru: gdzie poszukać schronienia, jak opuścić dom po zablokowaniu drzwi wejściowych?
- Wielu moich sąsiadów mówi, że w razie jakiegoś kataklizmu poszukają schronienia pod moim dachem. Zapominają tylko o jednym, że dom będzie pusty, a ja zniknę. Najważniejszym zadaniem preppersa jest zbudowanie bezpiecznego schronienia, gdzie nic nie zostało pozostawione przypadkowi - wylicza.
Na pewno takim miejscem jest rezydencja w miejscowości Palos Verdes, kilka kilometrów na południe od Los Angeles. Nawet z zewnątrz dom robi niesamowite wrażenie. Wybudowany w stylu śródziemnomorskim, na działce o powierzchni 30 tys. metrów kwadratowych jedynie z pozoru jest wierną kopią willi z sąsiedztwa: ma szeroki, wygodny dojazd, kort tenisowy, odkryty basen.
Rezydencja zasadniczo różni się od okolicznych domów. W przeciwnym razie nie kosztowałaby 53 milionów dolarów. Dom zbudowano na wzór góry lodowej, widoczne jest tylko jedno piętro, pozostałe pięć kondygnacji ukryto pod ziemią. W podziemiach znajduje się kort tenisowy, na którym można z powodzeniem rozegrać turniej US Open. Sala balowa bez trudu pomieści orkiestrę i 350 gości. Ponadto dom posiada salę bilardową, mnóstwo tajnych przejść i labiryntów oraz dziewięć sypialni, 25 łazienek, no i dobrze zaopatrzoną spiżarnię.
Rezydencja nazywa się Hacienda de la Paz. Jej właścicielem jest John Blazevich. Milioner zbił fortunę na krewetkach. Po 22 latach postanowił sprzedać posiadłość i przeprowadzić się do Chorwacji. - Maklerzy bardzo często twierdzą, że prezentowane przez nich domy są jedyne i wyjątkowe. W tym wypadku to szczera prawda - przyznaje agentka nieruchomości Marcie Hartley. Znakomicie zabezpieczona i wyposażona rezydencja jest marzeniem każdego preppersa.
“Los Angeles Times” ochrzcił rezydencję przydomkiem ”Doomsday Prepper House“. Mike`a Hansena ogarnął pusty śmiech po lekturze artykułu. - W Los Angeles mieszka ponad 14 milionów ludzi. Po reklamie w prasie i telewizji każdy wie, że w pobliżu jest dom, zapewniający bezpieczeństwo, wodę i żywność na wypadek zagrożenia. Media podały nawet dokładny adres. Jak pan sądzi, dokąd podążą miliony głodnych i przerażonych mieszkańców Kalifornii w razie kataklizmu? - pyta retorycznie Hansen.
Dlatego Amerykanin trzyma w głębokiej tajemnicy miejsce swego schronienia. Nie chce rozgłosu w gazetach. Zainwestował w budowę domu zbyt dużo pieniędzy i czasu. Ma nadzieję, że zda egzamin w godzinie próby.
Mike Hansen zdradza jedynie, że dom leży na całkowitym odludziu. - Ważne, aby oddalić się od strefy zagrożenia i nie być celem szabrowników - wyjaśnia Hansen. Amerykanin kupił kawał ziemi o powierzchni 720 tys. metrów kwadratowych i zaprojektował na farmę przetrwania. Znajduje się na niej dwadzieścia domów zbudowanych na planie owalnym. Wszystkie są połączone podziemnymi tunelami, na środku znajduje się placyk, przeznaczony na spotkania mieszkańców. Każdy dom liczy od 100 do 170 metrów powierzchni mieszkalnej. Może w nim zamieszkać od czterech do ośmiu osób. - To nasza kryjówka - mówi Hansen. - Wprawdzie daleko jej do komfortu w Ritzu Carltonie, ale zapewni nam przetrwanie. Zgromadziliśmy zapasy wody i żywności przynajmniej na dwa lata. Możemy także się bronić, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Hansen czyni przygotowania na wypadek, gdyby nieoczekiwanie musiał przedłużyć pobyt w samotni. Na terenie farmy zbudował szklarnię z aquaponiką, unikatową techniką rolną, łączącą uprawę roślin i hodowlę ryb w połączonym systemie obiegu wodnego.
- Możemy sami wytwarzać żywność i bez problemu
przedłużyć pobyt na farmie o pięć lat. Ważne, aby stworzyć społeczność, na której można polegać w sytuacji zagrożenia - tłumaczy. Bardzo często spędza na farmie urlop z rodziną. Chcą poznać system podziemnych korytarzy i przyzwyczaić się do obecności kamer monitoringu.
Hansen nic nie pozostawia przypadkowi. Przygotowuje się na dzień X, począwszy od wyboru samochodu (Land Cruiser, rocznik 97-99), przez dobór broni (pistolet Glock 22 jest na wyposażeniu wszystkich członków rodziny, aby mogli używać tej samej amunicji), a skończywszy na zastępczym środku płatniczym w razie wybuchu hiperinflacji: - Wybrałem srebro, bo łatwo je podzielić na mniejsze części. Na czarną godzinę zbieram rzadkie okazy srebrnych monet.
Jak widać Hansen jest przygotowany na każdą sytuację. Nie jest typem paranoika, czy szaleńca. W czasach apokalipsy każdy chciałby mieć u boku takiego przyjaciela. Mike starannie dobiera słowa i nie daje się ponieść emocjom. Doskonale wie, co robi. Na pytanie, czy byłby zdolny zabić człowieka w sytuacji zagrożenia, odpowiada bez wahania: - Tak, jestem gotowy!

Źródło: Süddeutsche Zeitung
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości