Grzyby były suche, średniej wielkości i małe, wszystkie zdrowe. Zdarzyły się duże okazy, nieco namokłe, ale takich nie zbieram. Pierwszy koszyk wypełnił się po brzegi już po godzinie. Gdy uzbierałam drugi koszyk, usiadłam koło auta i zaczęłam obierać grzyby.
Mąż nie wracał, więc zaczęłam się niepokoić. Próbowałam do niego zadzwonić, ale nie odbierał. Siedziałam na brzegu lasu na kocu, jadłam placek ze śliwkami upieczony specjalnie na tę okazję i zastanawiałam się co zrobię jak nie wróci

Wypad zaliczam do bardzo udanych. Kanie zjedliśmy na kolację smażone jak kotlety a resztę ususzyłam. Małe pogrzybki zaprawiłam w zalewie z octu winnego, większe usmażyłam na maśle z cebulką. Prawdziwki i podgrzybki ususzyłam do zupy wigilijnej. Trzy kosze grzybów to sporo pracy, na szczęście mam suszarkę do grzybów i dużą zamrażarkę.