25-08-2012, 22:16
Berta przysysa się do kafelków na podłodze . Normalnie trudno ją podnieść [40 kg] a przed kąpielą jakimś cudem waży chyba drugie tyle. Wkładałyśmy ją z Marynią wspólnie i to z trudem, bo jak juz przednie łapy ma w wannie, to robi się dłuuuga i dupska w żaden sposób nie oderwie od podłogi. Bo ona cały czas siedzi . W trakcie Mary faszerowała ją frolikami dla odwrócenia uwagi a i tak udało się jej myknąć i wyobraź sobie, ze złapałam ją w locie
nie wiem jakim cudem mi się udało nie paść martwym bykiem z tą namydlona Bazylią w objęciach i wsadzić ją do wanny. Drugi raz już by nie weszła.
"Po" jest juz sama rozrywka, Bertek dostaje butelkę po szamponie i ma napad głupawki. Pokoje mam w amfiladzie więc jest ganianie w koło wojtek, a właściwie ślizganie z przewrotkami hehe. Na szczęście wszelką toaletę uwielbia. Wołam - czesanie! i już Bertek pędzi z głupawym uśmieszkiem i wywalonym jęzorem. Jest mały kłopot bo ona lubi czesanie tylko na leżąco i to na wznak. Przybiega, gruchnie na plecy aż podłoga jęknie i czeka... więc ablucje odbywają się w parterze, bywa że leżymy tak sobie obie.
Kiedyś miałam suczkę, też dosyć dużą, która z kolei uwielbiała się kąpać. Łazienka musiała byc cały czas zamknięta bo wskakiwała do pustej wanny i nie można jej było wyciągnąć. Na spacerze właziła do każdej napotkanej kałuży, strumyka, byle mokre było. Raz dała nura do takiej rzeczki-smródki ze ściekami przemysłowymi i prawie cała sierśc jej wylazła. Łaziła potem pomalowana jakąś fioletowa mazią od weterynarza. Bardzo oryginalnie się prezentowała hehe.
No, ale teraz to ja pędzę do wanienki zmyć z siebie trudy dzisiejszego dnia. Też sobie SPA zrobię, sól bursztynowa i maseczka na facjatę. No może kieliszeczek winka?
nie wiem jakim cudem mi się udało nie paść martwym bykiem z tą namydlona Bazylią w objęciach i wsadzić ją do wanny. Drugi raz już by nie weszła."Po" jest juz sama rozrywka, Bertek dostaje butelkę po szamponie i ma napad głupawki. Pokoje mam w amfiladzie więc jest ganianie w koło wojtek, a właściwie ślizganie z przewrotkami hehe. Na szczęście wszelką toaletę uwielbia. Wołam - czesanie! i już Bertek pędzi z głupawym uśmieszkiem i wywalonym jęzorem. Jest mały kłopot bo ona lubi czesanie tylko na leżąco i to na wznak. Przybiega, gruchnie na plecy aż podłoga jęknie i czeka... więc ablucje odbywają się w parterze, bywa że leżymy tak sobie obie.
Kiedyś miałam suczkę, też dosyć dużą, która z kolei uwielbiała się kąpać. Łazienka musiała byc cały czas zamknięta bo wskakiwała do pustej wanny i nie można jej było wyciągnąć. Na spacerze właziła do każdej napotkanej kałuży, strumyka, byle mokre było. Raz dała nura do takiej rzeczki-smródki ze ściekami przemysłowymi i prawie cała sierśc jej wylazła. Łaziła potem pomalowana jakąś fioletowa mazią od weterynarza. Bardzo oryginalnie się prezentowała hehe.
No, ale teraz to ja pędzę do wanienki zmyć z siebie trudy dzisiejszego dnia. Też sobie SPA zrobię, sól bursztynowa i maseczka na facjatę. No może kieliszeczek winka?

