26-08-2012, 00:53
za pierwszym razem na sygnale go ze wsi do miasta na dyżur wiozłam żeby mi go ratowali
a potem zajarzyłam, że on przychodzi z tą trucizną w zębach mi pokazać, że się znowu truć będzie ... no to ja za nim ... a on miał radochę ...
więc przestałąm za nim ganiać ... i przestałam truciznę na gryzonie wystawiać ... a stałam się stała klientką sklepu z łapkami na myszy ... bo myszy w sumie chciałam raz a porządnie wytępić ...
matko! do dziś pamiętam jak po wszystkim u weterynarza ( znaczy się płukaniu żołądka i innych zastrzykach ) niosłam go sztywnego ( po narkozie ) na rękach do mamy na osiedle i ryczałam jak krowa!
ale i mój misiu się wyszkolił w łąpaniu myszy ... był z niego pożytek ...
był ... rodzice nie dawali sobie z nim rady .. za duży i za silny był ... i jak wyjechałam wydali go do dobrego domu!
przez pół roku bali mi się powiedzieć
a potem zajarzyłam, że on przychodzi z tą trucizną w zębach mi pokazać, że się znowu truć będzie ... no to ja za nim ... a on miał radochę ...
więc przestałąm za nim ganiać ... i przestałam truciznę na gryzonie wystawiać ... a stałam się stała klientką sklepu z łapkami na myszy ... bo myszy w sumie chciałam raz a porządnie wytępić ...
matko! do dziś pamiętam jak po wszystkim u weterynarza ( znaczy się płukaniu żołądka i innych zastrzykach ) niosłam go sztywnego ( po narkozie ) na rękach do mamy na osiedle i ryczałam jak krowa!
ale i mój misiu się wyszkolił w łąpaniu myszy ... był z niego pożytek ...
był ... rodzice nie dawali sobie z nim rady .. za duży i za silny był ... i jak wyjechałam wydali go do dobrego domu!
przez pół roku bali mi się powiedzieć
