26-08-2012, 01:07
ja też psa ratowałam po trutce, co ją tata mój na kompost wyrzucił zamiast zakopać. Cud boski że go odratował wet. przyjaciel męża. To co u Ciebie, kroplówki, cuda wianki, sierść mu po tym wyłaziła, wychudł iak szkielet. Przeżył ale po dwóch miesiącach przepadł i jak się okazało znalazł sobie miejsce w takiej rurze w ziemi w ogrodzie żeby umrzeć w odosobnieniu. Kury go znalazły, jak tam wlazł to niepojęte bo mały nie był. Cała rodzina ryczała a dziecka się do dziadka nie odzywały i boczyły się na niego z rok chyba. To był najmądrzejszy pies jakiego w życiu widziałam . Ale to opowieść dłuższa i na inną okazję. Padam na pysk po tych atrakcjach dzisiejszych i czas do łóżeczka, chciaż film niezły, jak słyszę za plecami w TV, Może jeszcze się pogapie. Papa
