12-01-2014, 13:29
Suna, nabijasz moje serce radością. Bardzo się cieszę, że są na tym świecie jeszcze dobrzy ludzie. Ja od małego kochałam zwierzęta, wszystkie biedne i bezdomne przynosiłam do domu, karmiłam i otaczałam opieką aż znalazłam odpowiedni dom. Było tych zwierząt trochę, mieszkaliśmy w bloku, w mieszkaniu toteż nie mogłam zostawić kolejnego psa. miałam wówczas już jednego, mojego wykochanego. Ehh to był pies! do tej pory strasznie za nim tęsknię. Kundel brzydal najkochańszy i najmądrzejszy na świecie. Jako mała dziewczynka wykradałam z lodówki kilogramy kiełbas, za kieszonkowe kupowałam suchą karmę i szłam na nogach do schroniska karmić zwierzęta. Szłam tam 2 godziny w 1 stronę, autobusów wtedy nie było, nie miałam jak dojeżdżać
Ja też nie mogę pojąć pokręconych chorych umysłów ludzi z czarną duszą, którzy potrafią wyrządzić krzywdę zwierzęciu. Bezbronnemu, nie rozumiejącemu dlaczego tak się dzieje. Wielokrotnie interweniowałam w sytuacjach, których byłam świadkiem. Raz dostałam za to po pysku ale się opłaciło. Dodam, że to maleństwo moje zostało wsadzone do pudełka po butach razem ze swoim bratem, brat nie przeżył. To była końcówka października, zimno jak diabli. To, że ona przeżyła, to jakiś cud. Ja też noszę w sercu potrzebę pomagania zwierzętom, mam bardzo ciężki okres od paru lat ale mam absolutną pewność, że jak tylko moje życie trochę się ustabilizuje to wolontariat w schronisku będzie naturalną koleją rzeczy.
Hehe tak mi Suna przypomniałaś... miłe wspomnienia z młodych lat mam związane z tymi wszystkimi futrzakami
koleżanki w moim wieku miały marzenie - dostać kucyka, lalkę mówiącą albo super sanki. A ja mówiłam zawsze że chcę mieć dom z dużą działką jak będę duża, żeby mieć warunki dla wielu bezdomnych zwierząt hehe moja Mama do tej pory to wspomina
No cóż, jestem duża, domu nie mam, tym bardziej dużej działki ale jeszcze nie wszystko stracone
Ja też nie mogę pojąć pokręconych chorych umysłów ludzi z czarną duszą, którzy potrafią wyrządzić krzywdę zwierzęciu. Bezbronnemu, nie rozumiejącemu dlaczego tak się dzieje. Wielokrotnie interweniowałam w sytuacjach, których byłam świadkiem. Raz dostałam za to po pysku ale się opłaciło. Dodam, że to maleństwo moje zostało wsadzone do pudełka po butach razem ze swoim bratem, brat nie przeżył. To była końcówka października, zimno jak diabli. To, że ona przeżyła, to jakiś cud. Ja też noszę w sercu potrzebę pomagania zwierzętom, mam bardzo ciężki okres od paru lat ale mam absolutną pewność, że jak tylko moje życie trochę się ustabilizuje to wolontariat w schronisku będzie naturalną koleją rzeczy.
Hehe tak mi Suna przypomniałaś... miłe wspomnienia z młodych lat mam związane z tymi wszystkimi futrzakami
koleżanki w moim wieku miały marzenie - dostać kucyka, lalkę mówiącą albo super sanki. A ja mówiłam zawsze że chcę mieć dom z dużą działką jak będę duża, żeby mieć warunki dla wielu bezdomnych zwierząt hehe moja Mama do tej pory to wspomina
No cóż, jestem duża, domu nie mam, tym bardziej dużej działki ale jeszcze nie wszystko stracone
